link_mdr
aktualności
2007 :
  1. 1 - 12 |
  2. 13 - 24 |
  3. 25 - 36 |
  4. 37 - 46 |
  min min min min min min min min min min min min
18 listopada 2007

Podróże kształcą

Europa stawia na rowery. Europa stawia na komunikację zbiorową – taki jednoznaczny i dobitny wniosek nasuwa się po lekturze relacji polskich dziennikarzy wysłanych przez Gazetę Wyborczą do wybranych miast starej Unii.

Motyw sprawnego sytemu transportowego jest jednym z dominujących aspektów odróżniających polskie miasta od swych odpowiedników położnych odrobinę na zachód od naszej granicy. Niemal każdy z piszących zaskoczony jest napotkaną ilością udogodnień i bogactwem infrastruktury rowerowej i sprawnością działania komunikacji publicznej. Tam zrozumiano już dawno, że transport samochodowy w ciasnej przestrzeni miejskiej nie jest i nie może być efektywny. Miasta europejskie robią bardzo dużo, aby zachęć ludzi do rezygnacji z poruszania się samochodem po mieście. Mobilność mieszkańców jest bardzo przecież ważnym czynnikiem decydującym o rozwoju miasta, a dochodzi do tego jeszcze kwestia jakości środowiska.

U nas jest wręcz przeciwnie. Rowerzystą miejskim zostaje się wbrew wszelkim przeszkodom i szykanom na jakie napotykamy w polskich miastach, a z komunikacji zbiorowej korzystają ci, których chwilowo nie stać na samochód. Dominuje anachroniczna wiara, że remonty i obwodnice rozwiążą problem korków (HAHAHAHA!)

Oj, przydałoby się władzom naszych miast takie przymusowe "zesłanie na Zachód”...

Poniżej przegląd wątku rowerowo-komunikacyjnego w artykułach oraz blogach dziennikarzy Gazety wizytujących poszczególne europejskie miasta.

Graz - Częstochowa
Gdańsk - Amsterdam
Barcelona, Norymberga - Kraków
Tilburg - Lublin
Aarhus - Kielce
Berlin - Warszawa
Groningen - Gorzów Wlkp
Freiburg - Zielona Góra
Lyon - Łódź
Parderborn - Olsztyn
Monachium - Wrocław
Aachen - Rzeszów
Oslo - Poznań
Malmo - Szczecin
Leverkusen - Płock
Getynga - Toruń
Nordhampton - Radom

CZĘSTOCHOWA - GRAZ (Austria)

Bo tam rowerzysta jest panem jezdni
Mieli dość aut, wybrali strefę spacerową
Samochód może być w mieście niepotrzebny



GDAŃSK - AMSTERDAM (Holandia)

W Amsterdamie rządzą rowerzyści
Ścieżki podpatrzone u Holendrów


KRAKÓW - NORYMBERGA, BARCELONA (Niemcy, Hiszpania)

O segregacji i promilach u rowerzystów
Rower w Barcelonie, spacer w Norymberdze



LUBLIN - TILBURG (Holandia)

Holender bez roweru? Niemożliwe

KIELCE - AARHUS (Dania)



Biały kołnierzyk wsiada na rower


Koło słynnego Dworca Zoo natknęliśmy się na taką scenkę. Z pociągu wysiedli dwaj panowie w garniturach. Podeszli do stojaka z nowoczesnymi rowerami, zatelefonowali, dostali numer kodu, odbezpieczyli blokadę, zamocowali teczki na bagażnikach i w drogę. Rower mogli potem zostawić w podobnym punkcie np. na każdym większym skrzyżowaniu ulic.

To system "Call a Bike" z logo kolei niemieckich Deutsche Bahn. Kto jest ich pasażerem i ma bilet okresowy, może pożyczyć rower ze zniżką (sześć centów za minutę) i podjechać z dworca do pracy. Kwadrans jazdy kosztuje więc niespełna 1 euro. Cała operacja pożyczania i zwrotu rowerów odbywa się przez telefon. Ten sposób podróżowania reklamowany jest w Berlinie jako wygodny, zdrowy i przyjazny dla środowiska.

Rowerowa działalność Deutsche Bahn to jeszcze nie wszystko. Niemieckie koleje zarabiają też na przewożeniu pasażerów autobusami, towarów ciężarówkami, dzierżawie powierzchni handlowych na dworcach, a także budowie biurowców [...]

Dariusz Bartoszewicz, Jarosław Osowski
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,86243,4667116.html


GORZÓW WIELKOPOLSKI - GRONINGEN (Holandia)

Groningen to miasto rowerów. A Gorzów?
Groningen: w jedną noc utrudniono ruch samochodów w śródmieściu


[...] Pierwsza sprawa to środek lokomocji. Potem więc szybki wyskok do studenckiego lokum Wojtka po rowery. Tu zadaje się lepiej się inaczej nie poruszać. No chyba że pieszo. Potem krótka wycieczka po centrum miasta, pogawędka przy kawie i niestety pożegnanie, bo akurat studenci mają sesję i nasz rodak musi wkuwać. Zresztą zobaczymy się jeszcze na pewno, bo chwilowo wszedłem w posiadanie jego starego górskiego rometa (którym wróciłem do mojego bastionu J). Czuję, że będzie ten romet niezastąpiony - co tu się dzieje z tymi rowerami! Ja użytkownikiem dwóch kółek stałem się całkiem legalnie, co tu w Groningen wcale nie jest regułą. Nie wyobrażacie sobie jakie zabezpieczenia trzeba stosować. Kłódki i łańcuchy to chyba jeszcze raz waga roweru.! Rowery to pewnie będzie lajtmotiw - to niesamowite, moim zdaniem nawet jak na Holandię, jak to tutaj wygląda [...]

Dariusz Barański
http://groningendarek.blox.pl/html/1310721,262146,169,170.html?1,1


ZIELONA GÓRA - FREIBURG (Niemcy)

Freiburg wsiada na rowery, tylko zazdrościć

[...] Bruk jednak brukowi nie jest równy. Freiburski, chociaż z malutkich kamyków, jest równy, bez większych szpar miedzy kamieniami. Kamienie po prostu są odpowiednio szlifowane z jednej strony, by były bardziej płaskie. Bez problemu można po nim jeździć wózkami z małymi dziećmi czy na rowerze [...]

[...] Co mnie jednak urzekło, to otwarte działanie urzędu, a mianowicie na ścianach rozwieszone były plany zagospodarowania miasta, projekty inwestycji, propozycje rozbudowy czy przebudowy już istniejących dzielnic, plany nowych ścieżek rowerowych, połączeń tramwajowych. A obok wszystkich plansz nazwisko i numer telefonu do osoby, ktora za daną rzecz jest odpowiedzialna. Nie ma więc odsyłania od jednego do drugiego urzędnika, jak to często bywa u nas [...]

Beata Tokarz
http://freiburgbeata.blox.pl/html

ŁÓDŹ - LYON (Francja)

Europa na dwóch kółkach

(Rowerowy) zawrót głowy

To był dzień kiedy… odkryłem, że w Lyonie są kursy nauki jazdy na rowerze dla dorosłych. Zgadnijcie co zrobiłem…  Pierwsza lekcja we wtorek!

Ale od początku. Wczoraj wieczorem pomyślałem, że czas poczuć życie studenckie. Poszedłem na imprezę dla studentów obcokrajowców. Nie było dla mnie wielkim zaskoczeniem widzieć żaków, którzy potrafią się bawić, tańczyć i przy okazji spożywać kulturalnie alkohol (jak wszędzie z wyjątkami). Zdziwiło mnie co innego. Podejście merostwa do młodych ludzi. Okazuje się, że mer organizuje co jakiś czas takie imprezy dla studentów. Jedna z urzędniczek powiedziała mi, że to sposób na zrobienie dobrego wrażenia na młodych i przekonania ich do miasta. Że Lyon wierzy, że jeśli przyjezdni studenci są zadowoleni, będą dobrze wspominać naukę w Lyonie i staną się ambasadorami tego miasta w swoich krajach po powrocie do domu. Nie wiem, co Wy na to, ale dla mnie takie podejście z dalekim wybiegiem w przyszłość to właśnie jeden z przykładów jak wiele Łodzi brakuje do Europy.

Dziś rano po miłym całonocnym spotkaniu towarzyskim, postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o miejskim systemie turystyki rowerowej. To niesamowita rzecz, która w Łodzi mogłaby idealnie funkcjonować. W Lyonie właściwie co kilkaset metrów ustawione są miejskie stacje rowerowe. Przy nich automaty i dwukołowe machiny. Bierzesz rower, płacisz, odstawiasz na inną stację.
 
Co ciekawe, w Lyonie wbrew pozorom wcale nie ma wielu ścieżek rowerowych. To jednak w niczym nie przeszkadza, żeby turystyka na dwóch kółkach miała się dobrze. U nas ostatnio przy nowych inwestycjach drogowych pamięta się o ścieżkach rowerowych. Nic tylko lyoński pomysł wykorzystać.

A warto. Bo rowery fantastycznie wpisują się w klimat miasta. W Lyonie organizuje się nawet specjalne imprezy rowerowe. We wrześniu jest na przykład wielki kiermasz w centrum miasta, gdzie rowerzyści sprzedają swoje prywatne rowery, albo kupują nowe od innych cyklistów. Miasto patronuje całemu przedsięwzięciu.

Pionierski projekt turystyki rowerowej od Lyonu zaczerpnęły także inne francuskie miasta, m.in. Paryż i Tuluza.

Chodząc między warsztatami naprawy rowerów (jeden z nich na zdjęciu) pomyślałem że czas spróbować lyońskich kółek. I tak się stanie już we wtorek…

Grzegorz Blachowski, 26 października 2007
http://lyongrzegorz.blox.pl/html/1310721,262146,169,170.html?1,1

* * *

Tańce operowe i inne sporty

[...] Przyszedł czas na stacje rowerowe. Poczatowałem godzinę przy jednej ze stacji w centrum. W tym czasie co chwilę do automatu wydającego bilety na rowery podchodził jakiś mieszkaniec. Młoda dziewczyna z plecakiem, 40-letni pan w garniturze i płaszczu, niewiele młodsza od niego kobieta z bagietką wystającą z koszyka, grupa nastolatków jadąca na kurs nauki tanga. Dla lyończyków rowery to zbawienie. – Dla nich sprzedałem samochód – śmieje się Bernard [...]

[...] Braku rowerów wytrzymać nie mogłem. Wybrałem się na wycieczkę rikszą. Lyońskie riksze rowerowe są różnorodne. Można wynająć je nie tylko jako taksówkę, ale również jako mini-ciężarówkę, czy pojazd używany przez drogowców do przewożenia sprzętu. Kto jest szoferem? Często ludzie po studiach! - Jestem Julien i mam 23 lata. Skończyłem ochronę środowiska - usłyszałem dziś od mojego „taksówkarza". Ciekawe, po jakich studiach są łódzcy rikszarze? [...]

Grzegorz Blachowski,
http://lyongrzegorz.blox.pl/html

OLSZTYN - PARDERBORN (Niemcy)

 
"Miś" w sądzie

Nie odzywałam się przez kilka dni, bo miałam sporo pracy – jak mówi moja koleżanka – nawet nie ma kiedy taczki załadować...

W tym tygodniu byłam na sprawie Kingi Salmanowicz. Olsztynianie pewnie wiedzą, że to rowerzystka, która miała wypadek, zderzyła się z samochodem skręcającym w Sucharskiego - na przejściu. Dziewczyna jechała po chodniku wzdłuż ul. Sikorskiego (po stronie Reala), bo na ulicy jest znak zakazu jazdy dla rowerów. Ścieżka wprawdzie jest z drugiej strony jezdni, ale wtedy nie było wyraźnych oznaczeń, że rowerzysta powinien jechać slalomem i przejechać na drugą stronę. Zresztą stan tej ścieżki jest żałosny, to garbaty chodnik, tyle, że kiedyś namalowano na nim znak drogi rowerowej.

Ale wracam do sprawy. Policja oskarżyła Kingę o spowodowanie wypadku, w którym ucierpiała ona sama. Dziewczyna broni się, że nie było znaku o końcu ścieżki po tej stronie ulicy. Z kolei o potrzebie oznaczenia tego odcinka, jako drogi rowerowej olsztyńscy rowerzyści mówili od kilku lat, bo chyba wszyscy cykliści wybierali właśnie tę „zakazaną” stronę, tyle.

Policjant, który oskarżał Kingę w mowie końcowej przekonywał: „Poruszała się po drodze nie przeznaczonej dla rowerów [...] A jeśli nawet mogłaby tam jechać, to nie powinna pędzić z prędkością 25 km/godz. Bo gdyby wyszedł pieszy, a nie wyjechał pojazd...” Przypomina Wam to coś? Bo ja już w sądzie śmiałam się do siebie na myśl o scenie z „Misia”

- Wczoraj jechałem tędy, tych domów jeszcze nie było.
- Tak mówicie? A gdyby tutaj staruszka przechodziła do domu starców, a tego domu wczoraj by jeszcze nie było, a dzisiaj już by był. To wy byście staruszkę przejechali, tak? A to być może wasza matka!
- Jak ja mogę przejechać matkę na szosie, jak moja matka siedzi z tyłu?
- Halo, tu Brzoza, tu Brzoza! Źle cię słyszę! Powtarzam, powiedział, że matka siedzi z tyłu... Matka siedzi z tyłu! Tak powiedział!

Żarty, żartami, ale po wypadku Kingi znalazły się pieniądze i ścieżkę w końcu oznakowano. Rowerzystka śmieje się, że to powinna być ścieżka jej imienia. Coś w tym jest. Tyle, że Polak znowu mądry po szkodzie. Chyba nie muszę pisać, że w Paderborn to nie do pomyślenia .

A ja dopiero w sądzie zdałam sobie sprawę z tego, że codziennie jeździłam do pracy po odcinku, gdzie powinnam prowadzić rower, bo nie ma żadnych znaków o drodze dla rowerów. Chodzi mi o kilkaset metrów między ulicą Dywizjonu 303, gdzie kończy się ścieżka, a ul. Obrońców Tobruku, gdzie zaczyna się kolejna. Ulicą jechać też nie mogę, bo na Sikorskiego zakaz.

Na szczęście już chłodna jesień i do pracy chodzę pieszo.

Wyrok w sprawie Kingi w poniedziałek.

Ewa Jarzębowska, 08 listopada 2007
http://paderbornewa.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?1

* * *

Wtorek spędziłam objeżdżając na rowerze okoliczne jeziora i przemieszczając się wzdłuż rzek. Jednak z rozpoczęciem przejażdżki musiałam poczekać prawie do południa, bo szron na trawie i szybach samochodów nie wyglądał zachęcająco. Tu po prostu jest zimno. Już po dwóch dniach pobytu kupiłam ciepłe rękawiczki, a na tę wycieczkę zaopatrzyłam się w grubą czapkę z nausznikami, bo ta, w której przyjechałam jest za cienka na rower.

Na zdjęciu widać znak o ciągu pieszym, ale mogą tędy jeździć też rowerzyści. Ani pieszym ani rowerzystom wspólne korzystanie z wąskiego mostu nie przeszkadza. Takich oznaczeń w mieście jest więcej, także na Starówce.

Po prawie 40 kilometrowej wycieczce na usta cisną się gorzkie i radosne wnioski. Widoki mamy bez porównania lepsze, tereny atrakcyjniejsze, jeziora piękniejsze, ale z żalem stwierdzam, że nie potrafimy ich wykorzystać. I to najbardziej przykre, a jednocześnie budujące – bo Paderborn swoich warunków krajobrazowych nie przeskoczy, jedyne co może poprawiać to infrastrukturę. Tu nawet wokół niezbyt urokliwych jezior są wygodne ścieżki, po których jeżdżą rowerzyści, spacerują mieszkańcy, ludzie biegają i trenują bardzo popularne nordic walking.

Patrząc na to jest mi przykro, że w moim mieście rowerzysta właściwie nie ma gdzie się podziać, ale nie tracę wiary i liczę, że w końcu i my wybudujemy ścieżki dla pieszych i rowerzystów wzdłuż brzegów. Nasze jeziora i Łyna naprawdę są ich warte.

A jak jeździ się w Paderborn? Komfortowo. (Mówię o drodze, bo mój pożyczony rower taki nie był). Na trasie nie ma żadnych wystających krawężników, wszystko jest oznaczone, czekają przejazdy dla rowerzystów, zamontowano nawet uchwyty do trzymania się na niektórych skrzyżowaniach.

Ewa Jarzębowska, 24 października 2007
http://paderbornewa.blox.pl/html/1310721,262146,169,170.html?1,1


WROCŁAW - MONACHIUM (Niemcy)

Rzecz o komunikacji miejskiej

Chociaż krótko trzeba napisać o komunikacji miejskiej w Monachium, bo naprawdę jej organizacja może być dla Wrocławia wzorem do naśladowania. Dlaczego? Bo:
  1. Nigdy (albo prawie nigdy) się nie spóźnia.
  2. Co parę minut można odjechać z większości stacji, czyli tam, gdzie równolegle biegnie nawet do kilku linii metra (U-Bahn) lub szybkiej kolei (S-Bahn).
  3. Bilety można kupić w automatach, które wydają nawet z banknotów.
  4. Na większości peronów są elektroniczne tablice, które informują jaka linia i za ile minut przyjedzie (jednak w przypadku autobusów i tramwajów to rzadkość – w końcu Monachium to nie Londyn).
  5. Szybką koleją miejską i metrem można dojechać niemal wszędzie w promieniu 30 km od centrum.
  6. Ten sam bilet jest ważny na: metro, szybką kolej, autobus i tramwaj.
No i jak to się ma do Wrocławia? Tak, że u nas są co prawda automaty, ale rzadko gdzie, za to często zablokowane, nie wydają reszty, a o wsuwaniu banknotów można zapomnieć. Do tego mają od dwóch lat ośmieszające miasto fatalne tłumaczenia obsługi po angielsku i niemiecku. I nikomu się tego nie chce zmienić. Bo po co? Widocznie wszystko jest dla picu.

Mimo zrujnowanej infrastruktury kolejowej można u nas stworzyć szybką kolej miejską. Ale i tak na razie można odjeżdżać pociągami PKP Przewozy Regionalne z niektórych tylko stacji. A osobowe i tak się często spóźniają. Wyjdę na pieniacza, gdy wspomnę o tym, że niepełnosprawni, a nawet starsi ludzie nie mają szans do nich wsiąść. Ale w Monachium na takie rzeczy naprawdę zwraca się uwagę.

Monachium finansuje deficytową komunikację z zysku ze sprzedaży ciepła i prądu. Sieć jest rozbudowywana od 35 lat, od organizacji olimpiady. W ostatnią sobotę została otwarta kolejna stacja i kolejny, dwukilometrowy odcinek.

Michał Kokot
http://monachiummichal.blox.pl/html

RZESZÓW - AACHEN (Niemcy)

Rowerowe szaleństwo


Kręcęnie pedałami to w Aachen codzienność. Rowerami śmigają po ulicach ludzie bez względu na wiek. Kierowcy nie patrzą na rowerowców jak na dziwaków i nie boją, że im porysują lakier. Wszędzie są ścieżki rowerowe, bardzo dobrze połączone. Przed reasturacjami, knajpakmi bez problemów mozna zostawić rower i nie bać się, że jak stracimy z niego oczy to za chwilę ktoś na gwizdnie dwa kółka, albo odkręci lampkę. Bardzo często można spotkać małe parkingi dla rowerów. W Rzeszowie to chyba nie do pomyślenia. Choć kto wie... Może w przyszłości i u nas takie rozwiązanie zadziała. Przecież my też mamy sporo ścieżek rowerowych.

My o fontannach myślimy, a w Aachen jest ich całe mnóstwo. Jeszcze się ich nie naliczyłem w centrum miasta. Można do nich podejść, dotknąć, niektóre są ruchome. Co chwilę ktoś podchodzi do nich z butelką, nalewa wody i bierze dużego łyka. Fontannami zachwyceni się Japońce. Koreańczycy i inni skośnoocy. Ustawiają się przy nich całymi wycieczkami, błyskają flesze. Pogoda dzisiaj jest bardzo jesienna. Słonca nie ma, zbierają się chmury, może popada.

Marcin Kobiałka, 25 października 2007
http://aachenmarcin.blox.pl/html


POZNAŃ - OSLO (Norwegia)

Czy warto zmienić Poznań na wzór norweski?

[...] Rowerzysta czuje się bezpiecznie, mimo że w śródmieściu trudno o ścieżkę rowerową [...]

http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,86264,4663225.html

* * *

Dzień bajkowy

Jeżdziłam jak pirat, po chodnikach, pod prąd. W Oslo na rogatkach płaci się myto, dlatego samochodów na ulicach jest mniej.

A oto moja relacja:

Blondynka w informacji turystycznej popija kawę z papierowego kubka. – To niemożliwe – mówi w tonie „Misiowego” „jem przecież”. Jak to: niemożliwe? Tyle przeszłam, żeby tutaj dotrzeć, by teraz dowiedzieć się, że wypożyczenie roweru na tydzień jest niemożliwe?

Nie jestem wyczynowcem, nie mam kolarek, kolarzówek, ani żadnej innej rzeczy zaczynającej się od „kolar...”. Latem jeżdżę rowerem do pracy, do sklepu i to wszystko. Narzekam na poznańskie ścieżki rowerowe, ale nie daję im się pokonać. Teraz sprawdzę, czy w Oslo jeździ się lepiej.

W tym mieście dla kolarzy wymyślono system, za sprawą którego jazda przez miasto staje się jak gra komputerowa. Liczy się szybkość, zręczność i spostrzegawczość. Mam cztery zadania i cztery życia. Game start.
 
Zadanie pierwsze: zdobyć magiczną kartę
Pierwsze wyzwanie dla zamorskiego kolarza, to znalezienie informacji turystycznej. Tutaj kupuje się karty czipowe umożliwiające korzystanie z miejskich rowerów .

Wiedza o tym, że informacja znajduje się „koło dworca” nie wystarcza. Choć informacja jest oznaczona dobrze, w licznych dworcowych halach brakuje strzałek prowadzących do niej. Chodzę więc wokół dworca przez dobre pół godziny...

Jeszcze nie wsiadłam na rower, a już okazało się, że ze spostrzegawczością u mnie marnie. Tracę pierwsze życie.

Wreszcie jest! Biorę numerek i staję w kolejce. Mieszkaniec Oslo może kupić kartę na rok. Ja, jako turystka, mogę jeździć rowerami cały tydzień, pod warunkiem, że codziennie nabędę nową. Za 70 koron, czyli ok. 35 zł. Jest to nie tyle kosztowne, co dość hmm... upierdliwe. Bo ile można chodzić wokół dworca?
 
Zadanie drugie: przebyć wybraną trasę
Kartę wkładam do urządzenia przy stojaku z miejskimi rowerami i jeden z rowerów odblokowuje się. Mogę go zabrać.

Podobnych punktów jest w mieście 86, większość w centrum. Jednym rowerem wolno podróżować przez trzy godziny. Potem należy go odstawić na dowolny stojak. Ale zaraz można brać nowy rower.

Po pierwszym rozczarowaniu wkrótce znajduję pocieszenie. Wybuch śmiechu wywołuje u mnie sam rower. Ciekawe kto był wzorcem kolarza? Chyba sam wzorzec metra (ten z Sevres) we własnej osobie. Mam wrażenie, że gdy siądę na siodełku, powybijam sobie zęby kolanami.

Siadam jednak i jadę. Najpierw chcę zobaczyć historyczną część miasta, Christianię.

Stamtąd pojadę ku nowszym dzielnicom, poprzez Karl Johans Gate, do zbudowanego w pierwszej połowie XIX w. pałacu królewskiego. Pod koniec odwiedzę pełen rzeźb park Vigelanda, stworzony w latach 50.

Ponieważ dworzec otaczają dość ruchliwe trasy, jadę chodnikiem. Pieszych nie widać, gdzieś się pochowali.

Świat nie widział rowerzysty, który tak często jak ja zaglądałby do mapy. Drogi w okolicy są mocno poplątane. Podróż umila mi ryk silników. Wyziewy mijających mnie Scanii wywołują lekkie odurzenie. Pedałuję żwawo...

O nie, ja nie chcę do Szwecji! Zawracam zagubiona.

Znów zawiodła spostrzegawczość, straciłam mnóstwo czasu. Tracę drugie życie.
 
Zadanie trzecie: ocalić życie przechodniów
Na Karl Johans Gate uświadamiam sobie, gdzie zgromadzili się wszyscy mieszkańcy Oslo. Są właśnie tutaj: ze swoimi dziećmi, psami i wypchanymi wszelkim towarem torbami. To sobota, dzień zakupów. Gdyby nie przyjazna siedzeniu nawierzchnia, ulica ta w niczym nie różniłaby się od Półwiejskiej. Przyjmuję tę samą strategię, co na swojskim Deptaku. Staram się nie dostrzegać ludzi, a jedynie luki między nimi i precyzyjnie w nie trafiać. Czuję się jak klocek z tetrisa.

Pod sam pałac dojeżdżam już ulicą. Ta jednak też jest pełna pieszych. Kiedy na wprost mnie wyrusza pchająca wózek młoda matka, wysiadam psychicznie i fizycznie. Na szczyt wzgórza wprowadzam rower pieszo. Tracę trzecie życie.

Po godzinnej, trudnej przeprawie przez centrum, robię sobie przerwę na drugie śniadanie: tabletki od bólu głowy popijam pomarańczowym sokiem.

Zadanie czwarte: zdążyć na czas
Po kilku chwilach pedałowania docieram do parku. Szaleję jak dzieciak, a mój malutki rowerek ułatwia mi wczucie się w rolę. Rozganiam kołami nie zamiecione jesienne liście, przyglądam się jak odpoczywający w parku ludzie grają w piłkę, oglądam rzeźby Vigelanda. Jest fantastycznie. Aż nie ma o czym pisać.

Nastrój psuje mi jedynie obowiązek wymiany roweru w ciągu trzech godzin. Z ksero mapki wręczonej mi w informacji turystycznej trudno odgadnąć, w którym miejscu znajduje się najbliższy stojak. Mapka jest anonimowa, bez nazw ulic. Mam jeszcze godzinę na poszukiwania, ale licznik tyka.

Chwilę przed wybiciem trzeciej godziny, montuję rower w stojaku. Tataratata! Wygrałam!

W nagrodę otrzymuję nowy, lepszy rower: z siodełkiem idealnie dopasowanym do mojego wzrostu. Nazajutrz muszę zwrócić kartę. Pewnie wezmę nową.

Szkoda tylko, że nie mogę pojechać miejskim rowerem na przedmieścia, tam gdzie jest więcej ścieżek rowerowych. Niestety, stojaków tam brak.

Natalia Mazur
http://nataliawoslo.blox.pl/html
* * *

Miasto przyjazne pedałom

Wczoraj był piątek. To znaczy, że mam za sobą dobre kilka kilometrów wędrówki od baru do baru, kilka godzin rozmów i przynajmniej półtora litra wody mineralnej w krwiobiegu. No tak, oprócz tego, że chodzę sobie po Oslo, przeżywam, oglądam, muszę jeszcze zebrać materiał do tekstów, które pisać będę już po powrocie.

Można sobie pomyśleć, że do dupy, ale ja nie narzekam. Spędziłam fantastyczny wieczór. Spotkałam Marvina - jednego z najszybszych i najsilniejszych przedszkolakówm (przynajmniej spośród tych, któych dane mi było poznać). Pewien Marokańczyk chciał podarować mi dom, a pewien Rumun pozwolił poprowadzić rikszę. Jadąc nią prawie staranowałam budkę z hot dogami.

Oslo to miasto przyjazne pedałom. Riksza jest w nocy najpopularniejszym środkiem transportu. Krótka przejażdżka tym pojazdem narobiła mi ochoty na rower. Dlatego dziś wypożyczyłam ten środek transportu (jeden z takich jak te, które można zobaczyć na zdjęciu) i testowałam drogi w Oslo. Tak, drogi testowałam, ścieżek rowerowych nie mogłam. Z winy ich braku.

Teraz padam. Dziś już chyba dam sobie luz ;)

Natalia Mazur, 20 października 2007
http://nataliawoslo.blox.pl/html/1310721,262146,169,170.html?1,1


SZCZECIN - MALMO (Szwecja)

Rowerowe Malmö

Po wpisie o nawodnej platformie rowerowej odezwał się Rowerowy Szczecin. No to jeszcze kilka ciekawostek, które zainteresują naszych rowerzystów.

Dwie trzecie szerokości chodników zajmują w Malmö drogi dla rowerów, tylko jedną trzecią - część dla pieszych. Chodzi o to, żeby rowery mogły się swobodnie wyminąć. Ścieżek nie zastawiają samochody, nie łażą po nich ludzie - to są rzeczywiście drogi rowerowe. Parę razy sam się o tym przekonałem, uskakując w ostatniej chwili przed rozpędzonym cyklistą (zanim się przyzwyczaiłem). Typowy chodnik ze ścieżką wygląda tak:
 

Na rowerach jeździ się do pracy, do kina, na spotkania. Latem, zimą, w deszcz (wtedy jedną ręką trzyma się nad głową parasol, drugą - kieruje.

Typowe stojaki na rowery to te do przypinania za przednie koło. Ale jest ich za mało, bo ludzie przypinają rowery wszędzie: do płotków, latarń, drzew. Chyba niezbyt podoba się to policji (straży miejskiej nie ma), bo w gazecie znalazłem zaproszenie na licytację kolejnych 80 rowerów zarekwirowanych za złe parkowanie.
00:00, jerzy.polowniak2

Jerzy Polowniak, 18 listopada 2007
http://malmojurek.blox.pl/html

* * *

Nawodny parking rowerowy

Wracam na bloga. O Malmö można pisać i z Polski. Na przykład o różnych małych rzeczach, które tam świetnie funkcjonują, a u nas w Szczecinie są nie do pomyślenia (zwykle dlatego, że komuś brakuje inwencji czy woli działania). Na początek – o nawodnym rowerowym parkingu przy dworcu.

To pierwsza rzecz, która zwróciła moją uwagę po przyjeździe do Malmö. Wielka platforma zacumowana na śródmiejskim kanale, tuż przy dworcowym peronie, a na niej – rower przy rowerze. Rano zostawiają je tam mieszkańcy Malmö, którzy pracują poza miastem i rowerami dojeżdżają na dworzec. Po południu wracają do Malmö podmiejskimi pociągami i przesiadają się na swoje dwa kółka, by dojechać do domu. Wtedy parking zapełnia się rowerami tych, którzy pracują w Malmö, ale mieszkają w innych miejscowościach. Im też nie opłaca się codziennie taszczyć rowerów do pociągu – po prostu przez noc czekają na nich przy peronach, by następnego dnia znów dowieźć właścicieli do pracy w różnych częściach Malmö.

Dlaczego parking jest na wodzie? Dworzec Malmö Centralen leży przy gęsto zabudowanym centrum miasta i wokół po prostu brakuje wolnego miejsca. Urządzenie rowerowej platformy na przydworcowym kanale było najprostszą możliwością.

Jerzy Polowniak, 07 listopada 2007
http://malmojurek.blox.pl/html

* * *

Jacy są Szwedzi? Cisną mi się różne słowa, ale najlepiej określa ich jedno: są praktyczni. To widać na każdym kroku.

Na ulicach - w strojach kobiet. Typowy to: ciepły paltocik (to już końcówka października, temperatura w dzień – ok. 7 stopni C) z chustą czy szalem pod szyją, obcisłe dżinsy lub leginsy do krótkiej spódniczki, kozaki lub sportowe czółenka (bez obcasów). Ta obcisłość na dole ma właśnie wymiar praktyczny: w takim stroju łatwiej poruszać się ulicami Malmö rowerem, co wśród kobiet jest tu powszechne. [...]

Jerzy Polowniak, 20 października 2007
http://malmojurek.blox.pl/html/1310721,262146,169,170.html?1,1


PŁOCK - LEVERKUSEN (Niemcy)
 
[...] Zwolennicy zdrowego trybu życia śmigali na rowerach i najwyraźniej nie przeszkadzał im zimny październikowy deszcz. Rowery stoją wszędzie. Te na zdjęciu na dworcu. Rowerzystów jest tak wielu, że specjalnie dla nich zmodyfikowano sygnalizację świetlną - zapala się zielony ludek dla pieszych i rowerek dla cyklistów [...]

Agnieszka Woźniak
http://leverkusenagnieszka.blox.pl/html/1310721,262146,169,170.html?1,1


TORUŃ - GETYNGA (Niemcy)

[...] A'propos ruchu ulicznego. W Getyndze można jeździć na rowerze nawet z 1,6 promila! Ale z tego co widziałam, nawet mocno wstawieni studenci zatrzymują się na czerwonym świetle - również, kiedy nic nie jedzie! [...]

http://getynganatalia.blox.pl/html

[...] Za to nie dziwią mnie już rowery. Wszędzie ich pełno. Rowerzyści nie są tu świętymi krowami, jak w Holandii, ale też nie traktuje się ich jak intruzów na drodze, zawadzającyh i pieszym, i kierowcom samochodów. Ale coś za coś: spróbuj no jechać ścieżką rowerową pod prąd! Dużo szczęścia się ma, jeśli skończy się tylko na upomnieniu [...]

Natalia Waloch
http://getynganatalia.blox.pl/html/1310721,262146,169,170.html?1,1


RADOM - NORDHAMPTON (Wielka Brytania)

Czy Radom może być jak Northampton

W Northampton liczy się głos mieszkańców. Przewodniczący rady miejskiej zna bolączki rowerzystów, bo sam dojeżdża rowerem do pracy. I wie, co trzeba poprawić, aby jeździło się lepiej. A jeśli czegoś nie wie, to pyta ludzi i słucha ich opinii.

Rowerzyści w Northampton mają na pewno łatwiejsze życie niż nasi, w Radomiu, ale uważają, że wiele trzeba jeszcze poprawić. Poprzednia władza nie pytała i już w mieście nie rządzi. Bo dużo łatwiej wprowadzić pomysł w życie, jeżeli został przedyskutowany i jest efektem kompromisu.

Z zazdrością patrzę na stronę internetową urzędu miasta w Northampton. Nie dlatego, że ma piękną grafikę, bo nie ma. Dlatego, że tam mogę przejrzeć plany rozwoju miasta, które są propozycją, a nie zatwierdzonym już dokumentem. Bo tu mogę zabrać głos w dyskusji nad wyglądem parków, wypełnić ankietę na temat komunikacji miejskiej, przeczytać bloga przewodniczącego rady miejskiej, poznać jego opinie i z nim podyskutować. I pomarzyć, że już niedługo tak będę mogła wymieniać poglądy z prezydentem Radomia, wyrazić moje zdanie na temat wyglądu deptaka i że moje zdanie będzie ważne w publicznej dyskusji o naszym mieście [...]

Małgorzata Rusek
http://miasta.gazeta.pl/radom/1,48201,4660220.html

Cezary Grochowski, Radek Lesisz



ilosc komentarzy:
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ - dnia 2017 - 09 - 26
     
   
lista pozostałych artykułów w dziale aktualności
 
home
o nas
działania i opinie
miasto
rekreacja
biblioteka
warto wiedzieć
aktualności
prasa