link_mdr
aktualności
2011 :
  1. 1 - 12 |
  2. 13 - 24 |
  3. 25 - 36 |
  4. 37 - 48 |
  5. 49 - 60 |
  6. 61 - 72 |
  7. 73 - 84 |
  8. 85 - 96 |
  9. 97 - 108 |
  10. 109 - 120 |
  11. 121 - 121 |
  min min min min min min min min min min min min
20 września 2011

Europejski Dzień Bez Samochodu, czyli coroczne utrapienie władz Wrocławia

Po dwóch latach zupełnego ignorowania tego popularnego w całej cywilizowanej Europie święta, w bieżącym roku Wrocław wreszcie przystąpi do jego obchodów. Niestety skala obchodów, jaką zaplanowało miasto jest kompromitująca i wypada miernie zarówno w kontekście europejskich aspiracji miasta, jak i w kontekście problemów komunikacyjnych, z którymi boryka się Wrocław .

Europejski Dzień Bez Samochodu (EDBS) wypada 22 września i jest jedynie częścią Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu (ETZT) obchodzonego we wszystkich cywilizowanych krajach zachodnich. Wystarczy spojrzeć, jak marnie Wrocław wypada w zestawieniu choćby z innymi polskimi miastami. Nie dziwi to zresztą, jeśli poczytamy o tym, jak obchody EDBS we Wrocławiu wyglądały w latach poprzednich.

Czarny scenariusz z lat ubiegłych, kiedy to święto było kompletnie ignorowane, pewnie powtórzyłby się i w tym roku, gdyby nie znalazła się organizacja pozarządowa EMSA, która w dobrej wierze podjęła temat, w dodatku bez żadnego finansowego wsparcia ze strony miasta. Sytuacja dla miasta jest wręcz idealna, bo bez kiwnięcia palcem* obchody EDBS zostaną w tym roku "odbębnione". Wystarczyło pozwolić organizacji pozarządowej na działanie w przestrzeni miejskiej. EMSA w zamian musiała utytułować miasto Wrocław gospodarzem imprezy będącej całkowicie oddolną, obywatelską inicjatywą.

W całej sytuacji są jednak pewne pozytywy, jak chociażby fakt zamknięcia dla ruchu samochodowego fragmentu ulicy. Nie będzie to co prawda długi odcinek, ale za to ulica znajduje się w samym centrum miasta, a mowa o ulicy Świdnickiej. Ma ona co prawda niewielkie znaczenie komunikacyjne, nie będzie to zatem spektakularna akcja, ale impreza ma szansę wreszcie zostać dostrzeżona w przestrzeni miejskiej.

EMSA przygotowała liczne atrakcje. Zwykle dostępny dla samochodów odcinek ul. Świdnickiej zostanie zaanimowany i włączony w przestrzeń publiczną dzięki wsparciu organizacji pozarządowych, handlowców i prywatnych instytucji.

Pełna lista "wystawców" biorących udział w imprezie wraz z programem imprezy jest dostępna tutaj

Przestrzeń ta zostanie umeblowana i zamieni się w centrum rekreacyjno-edukacyjne dla dzieci, starsi będą mogli naprawić rower u Dr. Bike'a lub wymienić się książkami. Na wszystkich czekają gry i zabawy plenerowe, wypożyczalnia tandemów, do tego atrakcje muzyczne i wizualne. Dzięki wolontarystycznej działalności organizacji pozarządowych szykuje się bardzo przyjemny dzień bez samochodu.

(*)

Urząd Miejski w zeszłym roku zwalał winę za niezorganizowanie EDBS na organizacje pozarządowe. W tym roku znalazła się osoba, która postanowiła coś zrobić bez budżatu, Ciekawe jakie tym razem rzecznik miasta przedstawi wytłumaczenie dla tego stanu rzeczy: nie brakuje pieniędzy na różnego rodzaju fajerwerki, kiedy zaś przychodzi do imprezy dotykającej pięty achillesowej Dutkiewicza - komunikacji - miasto jest za biedne. Wtedy, sprawdzonym sposobem "wszystkie ręce na pokład", MPK organizuje (za swoję, czyli spółki miejskiej kasę) eventy, zaś magistrat może pochwalić się, że "coś robi". Trudno jednak uznać te działania za prawdziwe zaangażowanie w obchody święta - wystarczy zobaczyć jak to robią inni, żeby nabrać przekonania.

* * *

Ideą ETZT jest zwrócenie uwagi mieszkańców miast na negatywne strony opierania systemu komunikacji wyłącznie na samochodach. Akcja ta ma przybliżyć mieszkańcom alternatywne środki transportu i uzmysłowić, że najlepszą i najbardziej efektywną (a dla samego miasta również efektowną) formą systemu komunikacji miejskiej jest system zrównoważonego transportu przy zachowaniu odpowiednich proporcji.

Miasta zamykają w tym czasie ważne komunikacyjnie ulice, bądź całe kwartały w sposób wyraźnie odczuwalny i zauważalny. Obchody Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu w Europie dają szansę mieszkańcom odczuć na własnej skórze, jak to jest żyć w mieście bez spalin, hałasu i korków. W mieście bardziej przyjaznym i spokojniejszym, oddychającym z ulgą. Jest to idealny czas, by wypróbować nową ścieżkę rowerową do pracy lub sprawdzić jakość transportu publicznego. Może akurat przekonają się, że tramwajem, czy rowerem mogą sprawniej i szybciej przedostać się w punktu "A" do punktu "B" na swojej codziennej trasie.

Skuteczność komunikatu pokazującego wielkie korzyści płynące z rezygnacji z dominacji samochodu i nieuchronność „anty samochodowych restrykcji” zależy od skali obchodów. Zmiany w polityce transportowej powinny być dla Wrocławia kwestią kardynalną, aby wreszcie odkorkować miasto i przywrócić mobilność jego mieszkańcom, zapewniając im przy okazji zdrowe i godne warunki do życia.

Obchody Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu powinny być dla miasta idealnym pretekstem dla uświadamiania społeczeństwa i szukania rozsądnych rozwiązań w dziedzinie usprawniania komunikacji. Okazja na promowanie przez władze Wrocławia zachodniego stylu życia została zmarnowana, co wydaje się być kuriozalne w obliczu miejskich planów dotyczących ograniczania ruchu w centrum, które są powoli wdrażane.

Skromnymi siłami organizacji pozarządowych i bez finansowego wsparcia miasta nie da się sprawy załatwić. Równie absurdalne wydaje się być wdrażanie zmian "za plecami" mieszkańców, bez odpowiedniej edukacji i promocji właśnie takich wydarzeń.

Jak widać Europejski Dzień Bez Samochodu (o Tygodniu już nie mówiąc) zawsze stanowił jedynie utrapienie dla władz Wrocławia. Większość miast europejskich mówi wtedy głośno o tematyce transportowej, stanowiącej wyjątkowo drażliwy temat dla ekipy pod wodzą Rafała Dutkiewicza. Słynne w kraju "wrocławskie korki" kiepsko wypadają na tle budowanej wizji nowoczesnego, dynamicznego i dobrze zarządzanego miasta przez bezpartyjnego lidera grającemu całemu POPiSowi na nosie.

Pijarowcy z Urzędu Miasta opanowali do perfekcji wodzenie za nos mieszkańców i budowanie stabilizacyjnych wizji, wykorzystując przy tym rozmaite figury propagandowe. Setki tysięcy ślepo wierzących w obietnice Wrocławian klęło i złorzeczyło na urzędników stojąc w korkach, czekając próżno na spóźniające się tramwaje i autobusy, albo tropiąc znikające „ścieżki rowerowe” (nie należy mylić z drogami rowerowymi).

Dla każdego władze miały inną obietnicę pozwalającą utrzymać wizję nadziei na lepszą przyszłość, utrzymując poparcie przed wyborami i pozyskując nowe głosy. I tak - wrocławscy kierowcy powszechnie wierzyli w obwodnicę (miała raz na zawsze uwolnić Wrocław od korków) i czekali z utęsknieniem końca wielkich remontów ulic (koniec ten jest rzeczywiście bliski w związku budową absurdalnie drogiego stadionu, która na lata opustoszyła kasę miejską); pasażerom komunikacji zbiorowej przez lata wpajano mit super szybkiego tramwaju plus, a gdy jego wprowadzenie okazało się absolutną klapą (zamiast szybkości okazał się najwyżej znacznie droższy od zwykłego) na tapecie szybko pojawił się temat wrocławskiego metra (wizja tyleż przystająca ego Dutkiewicza i jego zwolenników, jak odstająca od aktualnej sytuacji finansowej miasta).

Rowerzystom również początkowo odmawiano prawa do narzekań, bo przecież „Wrocław miał najwięcej ścieżek” (nie tworzących logicznej sieci i nie spełniających standardów, zasłupkowanych z wysokimi krawężnikami i kiepską nawierzchnią). W lepszą przyszłość pomagała wiara w powołanie do życia stanowiska Oficera Rowerowego - młodego, przystojnego specjalisty, jednak bez kompetencji decyzyjnych.

Obecnie zasłonę dymną stanowi ambitna Polityka Rowerowa Wrocławia uchwalona - o dziwo - tuż przed ostatnimi wyborami, po których to diametralnie obcięto budżet do żałosnego poziomu na jej wdrażanie, budżet stanowiący jeden z niższych krajowych.

Nadmienić należy, że połowę budżetu pochłonął wielki sukces propagandowy rządu Dutkiewicz, czyli Wrocławski Rower Miejski. WRM pochłonął 1,1 mln złotych, co daje kwotę rzędu 8 tys/rower, przy ich początkowej liczbie 140 sztuk. Tak skromna ilość rowerów - co prawda atrakcyjnych dla mieszkańców - jest jednak zbyt skromna, by w jakimkolwiek stopniu wpłynąć na poprawienie mobilności w kilkuset tysięcznym mieście.

Oczywistym jest, że w kontekście wszystkich propagandowych wysiłków jakakolwiek rzetelna publiczna dyskusja na temat przyszłości wrocławskiego systemu transportowego, mogłaby zniweczyć cały pijarowy wysiłek podrasowania nie-najweselszej transportowej rzeczywistości Wrocławia. Zatem zrozumiałym jest, że organizacja wielkich obchodów Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu, zwanym Tygodniem Mobilności, czy choćby jednego Dnia Bez Samochodu, byłaby dla miasta strzałem w stopę.

Jednocześnie, w związku z na-całe-szczęście-rosnącą popularnością idei zrównoważonego transportu i wzrastającą świadomością wśród mieszkańców, temat wymagających usprawnienia problemów komunikacyjnych pozostaje żywy i nie daje się zamieść pod dywan. Jak dotąd NIE udało się gościć ani samego Dutkiewicza, ani też jego świty na żadnej ze społecznych debat i otwartych paneli dyskusyjnych dotyczących polityki transportowej miasta.

Biorąc pod uwagę lekceważący stosunek magistratu do obchodów Europejskiego Tygodnia Mobilności można wnioskować, że temat ten znów odejdzie w cień, ukryty pod płaszczykiem budowania wizerunku progresywnego miasta, stawiającego milowe kroki we własnym rozwoju, w postaci choćby pięknego stadionu i organizacji najważniejszych w kraju imprez.

Czy dla organizatora takich wydarzeń, jak zakończony niedawno Kongres Kultury Europejskiej, trwające wizyty dygnitarzy związane z Polską Prezydencją w UE, zbliżającym się  Euro2012, czy ESK2016, nie powinno być celem nadrzędnym usprawnienie i zbalansowanie komunikacji w mieście, pokazanie, że dynamiczne miasto Wrocław potrafi dobić do standardów cywilizowanych miast europejskich?

Mamy nadzieję, że Wrocławianie tłumnie i czynnie wezmą udział w obchodach EDBS manifestując tym samym władzom miejskim zapotrzebowanie na poprawę wszelkich form komunikacji, aby mogły stać się alternatywą dla aut tak, jak dzieje się to w cywilizowanych, rozwiniętych krajach.

Mamy również nadzieję, że taki dzień ożywi dyskusję o polityce transportowej miasta, pobudzi działalność magistratu w sprawie usprawnienia transportu publicznego i wpłynie na zwiększenie budżetu przeznaczanego na politykę rowerową miasta.

Przede wszystkim jednach liczymy na to, że wrocławianie zobaczą, jak przyjemnie można spędzać czas w przestrzeni miejskiej; że zaszczepią w swoich głowach myśl o alternatywnych środkach transportu i korzyściach płynących ze zbalansowanego systemu komunikacji dla wspólnego dobra miasta i wszystkich jego mieszkańców.

 

Cezary Grochowski, Karolina Micuła, Radek Lesisz



ilosc komentarzy:
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ - dnia 2018 - 05 - 26
 
 
   
lista pozostałych artykułów w dziale aktualności
  1. 1 - 12 |
  2. 13 - 24 |
  3. 25 - 36 |
  4. 37 - 48 |
  5. 49 - 60 |
  6. 61 - 72 |
  7. 73 - 84 |
  8. 85 - 96 |
  9. 97 - 108 |
  10. 109 - 120 |
  11. 121 - 121 |
  1. Siedem obietnic głównych Rafała Dutkiewicza ver 2.0.1.1.
  2. Zaproszenie na obiecujący happening - 22.09.2011
  3. Europejski Dzień Bez Samochodu, czyli coroczne utrapienie władz Wrocławia
  4. Zamiast ścigać urzędników za złe oznakowanie, oskarżają rowerzystkę
  5. Dutch Town Puławy - holenderskie doświadczenia w uspokajaniu ruchu w Polsce
  6. Zaproszenie na otwarcie trasy rowerowej po śladzie dawnej kolejki wąskotorowej w Dolinie Baryczy
  7. Ruszyła wypożyczalnia tandemów
  8. Chodnik odzyskany, chodnik stracony, czyli święte status quo obronione
  9. Głównie olewka, czyli po raz kolejny o zatoce autobusowej na Głównej
  10. Kontrapas na Polaka i sygnalizator z zieloną strzałką
  11. Czy cyklochodnik na Kosmonautów będzie obligatoryjny? Kolejne podejście do C16/T22
  12. Trzeci pakiet projektowy – podsumowanie głosowania
 
home
o nas
działania i opinie
miasto
rekreacja
biblioteka
warto wiedzieć
aktualności
prasa